piątek, 26 grudnia 2014

Prolog

Juliette:

Doskonale pamiętam ten dzień. Był wtorek, znowu 1 września, coś w głębi duszy podpowiadało mi, że to nie będzie
najlepszy dzień w moim życiu, zresztą tak jakby powrót do szkoły mógłby dla kogokolwiek być dobrym dniem. Przy -
najmniej ja nie znam takich ludzi. Leżałam w łóżku bezmyślnie patrząc w sufit, nie mając na nic ochoty, wiedziałam, że czas mi ucieka i za jakieś 40 minut spóźnię się na busa. Szczerze pewnie nie wyszłabym z tego łóżka, gdyby nie Lilly, zawsze wie w jakim momencie ma dać o sobie znać. Niechętnie spojrzałam na ekran telefonu, przeciągnęłam po nim palcem i gdy tylko przeczytałam wiadomość na mojej twarzy pojawił się wielki szczery uśmiech i w momencie nabrałam ochoty na wygramolenie się z łóżka.
 "Ju, zbieraj dupę, już po Ciebie idę". Nasza mała tradycja, Lilly zawszę wpadała po drodze na przystanek do mnie i wcale nie wyjadała mi połowy zawartości lodówki. Wyciągnęłam z szafy ulubione dżinsy i szarą bluzkę na krótki rękaw, do tego wybrałam nike, złoty zegarek i szarą czapkę. Nadal nic mi się nie chciało więc mój makijaż zajął zaledwie kilka minut. Pozostałam przy lekkim podkładzie, tuszu do rzęs i delikatnej pomadce, nie mam wielkich problemów z cerą, co zdecydowanie w tej chwili było wielkim plusem dla mnie. Po 10 minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
-OTWARTE!! -wiedziałam, że to ona więc nie miałam potrzeby oraz zamiaru fatygować się na dół tylko po to by otworzyć drzwi.
-HEEEJ PIĘKNA! -usłyszałam tak bardzo dobrze znany mi głos, Lilly jest dla mnie jak siostra nie pamiętam kiedy było między nami inaczej. Ze śmiechem i z pośpiechem zeszłam na dół zabierając po drodze torbę z książkami i mój telefon. Gdy przekroczyłam próg kuchni moim oczom ukazała się śliczna dziewczyna, którą tak dobrze znam. Miała na sobie bardzo dziewczęcą malinową spódniczkę, biała bluzkę, katanę i standardowo białe conversy. Szykowała już dla nas śniadanie, muszę przyznać, że tęskniłam za tym widokiem.
-Witaj w mojej kuchni, Panno Reus, śmiało czuj się jak u siebie - wykrzywiłam swoje usta w lekki uśmiech, a Lilly wybuchła śmiechem.
-Witam śpiochu, widzę, że  ktoś tu wstał lewą nogą...nie narzekaj, gdybym nie ja pewnie nic byś nie zjadła.
-Tak i robisz to tylko i wyłącznie z troski o mnie, Kochanie - popatrzyłam na nią z ciut niedowierzającą miną.
-Okay masz mnie -Lilly pokazała swoje śnieżnobiałe ząbki w pięknym uśmiechu.
-To co jemy?-rozsiadłam się przy blacie w kuchni pijąc już czekająca na mnie kawę. -Zostało nam jakieś 10 minut.

-Spokojnie, zdążymy...trzymaj - podsunęła mi pod nos miskę z płatkami. O rany jak ona dobrze mnie zna. Właśnie tego potrzeba mi teraz najbardziej. Kawy i czekolady.

Lilly:

 -Dobra J, włącz tryb z uśmiechem, ludzie się Ciebie boją -dźgnęłam ją lekko w ramię. Wiedziałam jak bardzo nie chce tam wracać, to już nawet nie chodziło o samą szkołę, bardziej o ludzi chodzących do niej, J jest towarzyska ale tylko dla wybranych sobie osób, trzeba zasłużyć sobie na jej szacunek.
-O taki? Numer 7 może być? - moim oczom ukazał się piękny uśmiech w wykonaniu mojej przyjaciółki.
-Tak, zdecydowanie jest perfekcyjny. -kiwnęła do mnie lekko głową, miała jakieś 10 minut na dospanie, nawet nie wiem kiedy założyła słuchawki i odpłynęła w świat muzyki. Niektórym mogłoby to przeszkadzać lub wydawać się dziwne, my znamy się tak długo, że takie rzeczy są normalne. Wiem, że po prostu tego potrzebuje. Cisza nie jest dla nas niekomfortowa jest czymś co potrafimy docenić. Oparłam głowę o szybę i ukradkiem obserwowałam ludzi idących do szkoły, "podsłuchiwałam" rozmowy, bo jak tu czegoś nie słyszeć skorą mówią na tyle głośno, że wszyscy w autobusie słyszą. Byłam pod niezłym wrażeniem tego jak przez wakacje ludzie potrafili się zmienić. Dziewczyny stały się bardziej kobiece, a chłopcy już nie byli takimi kurduplami mieli coś w sobie. Z moich rozmyśleń oderwały mnie dwie dziewczyny, a tak naprawdę dziewczyny, o których rozmawiały.
-Tak słyszałam. Niesamowita szczęściara! N wie kiedy powinna zacząć działać! - zachwycała się jedna z nich, nie kojarzyłam ich, pewnie jakieś pierwsze klasy, ale w sumie skąd wiedziały by coś o Nat? Mniejsza o to ważne, że wiedziały…
-On...O mój Boże zmienił się nie do poznania. Oglądając jego zdjęcia nigdy nie powiedziałabym, że on to ten sam gość! - no super, mogłybyście wreszcie wyrazić się jasno? Zaczęła zżerać mnie ciekawość kogo tym razem upolowała Panna Stone, ale jak na moje szczęście przystało bus w tej chwili zatrzymał się przy bramie szkoły. Dwie plotkary siedzące w przodzie zaraz wyszły, kończąc swoją rozmowę już poza moim zasięgiem.
-Już jesteśmy? - usłyszałam dochodzącą do żywych J z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Mhym-szybko pokiwałam głową - Chyba ominęło nas trochę rzeczy podczas wakacji…
-Hm? Mianowicie co takiego?-zabrała swój plecak i powoli udała się w stronę drzwi, kątem oka sprawdzając czy idę za nią.
-Mianowicie to, że nasza kochana koleżanka N znowu znalazła sobie ofiarę…
-O tak, witamy w piekle, widzę, że szkoła naprawdę się zaczęła…-teatralnie przewróciła oczami, objęła mnie ramieniem i razem udałyśmy się w stronę szkoły. A mojej głowy nie opuszczało pytanie "Kto tym razem wpadł w sidła tej suki?" - Sama nie wiedziałam czemu tak naprawdę mnie to męczy. Możliwe, że właśnie w tym momencie zaczęła u m nie działać potęga podświadomości.

***
Wchodząc do szkoły obiły mi się o uszy słowa J stłumione przez tłum nastolatków, nie wiem co dokładnie mówiła, uchwyciłam tylko słowo kluczowe "toaleta". To znaczyło, że mam jakieś 15 minut zanim znowu ją zobaczę, wiedziałam jak je wykorzystać - biblioteka. Wiele ludzi szczególnie w moim wieku uznaje to za dziwne jak nie przeraźliwe, ale ja uwielbiam spokój jaki tam panuje i nie wstydzę się tego, że lubię czytać - zdanie innych zazwyczaj odbija się ode mnie jak piłka od parkietu. Szłam w stronę tak dobrze mi znaną, prosto, prawo i lekki zakręt w lewo i ten zakręt spowodował, że serce stanęło mi w gardle i nie wiedziałam co mam zrobić. Stałam jak otępiała patrząc w niebieskie oczy wysokiego blondyna, którego znałam - Joe - jeden z koszykarzy, to jego ostatni rok w tej szkole, nigdy dotąd nie zwróciłam na niego większej uwagi, zawsze był dla mnie pustym, nie za bardzo pociągającym chłopakiem, nie rozumiałam dlaczego połowa dziewczyn w tej szkole śliniła się na jego widok...no cóż tak było do tej chwili. Zmężniał, te wakacje zdecydowanie podziałały na jego korzyść. Pięć sekund zaczęło przeciągać się w wieczność, gdy zobaczyłam jak jego wargi rozchylają się w nieziemski uśmiech, stałam jak zahipnotyzowana, wiedziałam, że powinnam iść dalej ale moje ciało w ogóle nie współpracowało z mózgiem. Jego zniewalający uśmiech nie znikał mu z twarzy, nawet kiedy delikatnie otworzył usta, chciał coś powiedzieć !

Tak bardzo chciałam żeby coś powiedział! Wtedy wszystko prysło, wróciłam na ziemię, rzeczywistość zakopała moje myśli głęboko pod ziemią - usłyszałam przesłodzony głosik Nat, gdzieś w tyle za moimi plecami. O nie! NIE, NIE, NIE...Już wiedziałam kto jest następną ofiarą panny idealnej…
-Hej Kocie, czekam na Ciebie i czekam… - z lekkim grymasem na twarzy podeszła do niego i bez skrępowania zaczęła się z nim całować, o tak  uwielbiała być w centrum uwagi a związek z gorącym koszykarzem jeszcze jej to ułatwiał. Jedno było pewne nie miałam ochoty na to patrzeć, poczułam się źle sama nie wiedziałam dlaczego przecież widziałam go niecała minutę. Szybko ich wyminęłam bełkocząc pod nosem niewyraźne "przepraszam". W mojej głowie narodziło się tysiąc nowych myśli, które mnie przerażały, nie byłam gotowa na takie coś ! To dopiero pierwszy dzień w szkole a wpadłam po uszy. Czy zawszę musze pakować się w takie gówno? Tak ja Lilly. Tylko mnie stać na takie niedopatrzenia. Mój żołądek zwinął się w kłębek i nieznane mi uczucie obleciało całe moje ciało, nie mogłam czuć do niego czegoś więcej nie mogłam. "ZAPONIJ O TYM CO SIĘ WŁAŚNIE STAŁO!!!!"
***
Juliette:

Gdy tylko przekroczyłam próg tej szkoły i zobaczyłam tych wszystkich ludzi miałam ochotę cos rozwalić, szybko ulotniłam się do łazienki - na moje nieszczęście było tam cholernie tłoczno, poprawiłam tylko włosy i przejechałam pomadką po ustach, naprawdę nie miałam ochoty słuchać tych wszystkich dziewczyn, które potrafią rozmawiać tylko na temat promocji w centrach handlowych, drogeriach albo o chłopakach. Z trzaskiem drzwi opuściłam łazienkę słysząc za sobą cichnące powoli zamieniające się w cisze ich jazgotanie. Szłam powoli zatłoczonym korytarzem nie zwracając uwagi na innych ludzi, jedną z nielicznych cech, które w sobie lubię jest to, że jeśli na kimś mi nie zależy lub po prostu go nie znam - czyli prawie wszystkich w tej szkole - traktuje go jak powietrze. Nie należę do ludzi, którzy potrzebują tłumów adoracyjnych i bycia w centrum uwagi żeby czuć się dobrze. Spędziłam w tej szkole zaledwie 10 minut a już mam jej dosyć. Poczułam, że muszę się odstresować, sprawa była jasna, bez większego zastanowienia skręciłam w lewo do głównego wyjścia i udałam się na "palarnie". Widziałam już kilka osób, które podobnie jak ja miały już dość. Nie uważam, że mam z tym problem, to nie nałóg, no może tak trochę ale ja po prostu czasami tego potrzebuje.  


Oparłam się o mur znienawidzonego budynku, odpaliłam fajkę i powoli się nią zaciągnęłam obserwując bez skrępowania ludzi koło mnie. Paru z nich wydawało się znajomych, w końcu chodzę już drugi rok do tej samej szkoły co oni, wiedziałam, że jeden z nich jest matematycznym geniuszem - dzięki niemy zdałam tamten rok - naprawdę nie pasowały do niego fajki, no ale jak kto woli, może te wszystkie liczby go przewyższają? Czułam na sobie czyiś wzrok, był tak intensywny, że wypalał mnie od środka, obojętnie odwróciłam głowę. Po drugiej stronie stał wysoki blondyn, palił te same papierosy co ja, kojarzyłam go...ale skąd? Nie jestem dobra w zapamiętywaniu twarzy, zajęło mi to dobre dwie minuty zanim zorientowałam się, że to Sebastian - kapitan naszej drużyny koszykarskiej no i chłopka mojej ulubienicy z tej szkoły. Mimo tego, że mam gdzieś większość populacji tego świata to Panna Williams naprawdę działa mi na nerwy, jest po prostu kłamliwą, rozpieszczoną suką - tak łagodnie mówiąc. Myślę, że bez
problemu mogłabym się z nią pobić...Cały czas się na mnie patrzy, co oczywiście powoduje reakcje wiązana i ja też przyglądam mu się z ciekawością. Myślenie jest najgorszą rzeczą jaką został obdarowany człowiek, wystrzegam się tego ze wszystkich sił, ale ten koleś zaczyna mi psuć mój w miarę poukładany mózg. Nawet nie wiem kiedy odwracam głowę, gaszę papierosa i wracam do szkoły, starając się wyrzucić jego sylwetkę sprzed moich oczu. Gdy doszłam do sali  pod drzwiami siedziała już Lilly, była jakaś dziwna, jakby bujała gdzieś daleko w obłokach, coś czułam, że nie wróży to nic dobrego.
-Lillo co się stało? Wyglądasz...słabo - złapałam ją za rączkę i delikatnie pocierałam paluszkami jej dłoń.
-Chyba właśnie się zakochałam… - odpowiedziała mi beznamiętnie, a w mojej głowie pojawiło się tylko jedno wielkie "O KURWA". 

_________________________________________________________________________
Witam! Mamy prolog! Liczę na wiele wyświetleń i pozytywnych komentarzy! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz